Mecz mógłby potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby w 83. minucie Adrian Mrowiec wykorzystał rzut karny. Jego strzał obronił Rafał Gikiewicz. Mrowiec miał jeszcze szansę dobić piłkę głową, ale nie wiadomo jak, nie trafił z najbliższej odległości do siatki.
Arka Gdynia - Jagiellonia Białystok 0:2 (po dogrywce)
bramki: Tomasz Frankowski 95 (k), 113 (k)
Arka: 33. Norbert Witkowski - 3. Łukasz Kowalski, 23. Maciej Szmatiuk, 17. Mateusz Siebert, 37. Wojciech Wilczyński - 27. Marcin Budziński (69, 13. Bartosz Karwan; 90, 25. Filip Burkhardt), 4. Adrian Mrowiec, 20. Bartosz Ława, 10. Lubomir Lubenow - 11. Tadas Labukas (73, 31. Paweł Czoska), 15. Stojko Sakalijew
Jagiellonia: 33. Rafał Gikiewicz - 17. Alexis Patricio Norambuena Ruz, 3. Pavol Staňo, 15. Thiago Rangel, 23. Krzysztof Król - 7. Vahan Gevorgyan (77, 21. Tomasz Frankowski), 14. Neil Hlavaty (69, 11. Hermes), 32. Bruno, 24. Dariusz Jarecki - 9. Remigiusz Jezierski, 31. Łukasz Tumicz (68, 10. Kamil Grosicki)
żółte kartki: Labukas, Wilczyński, Kowalski - Król, Bruno, Hermes
sędzia: Szymon Marciniak (Płock)
widzów: 2000
Zimno, chłodno, mroźno. Takie są pierwsze wrażenia po tym spotkaniu. Arka przegrała w słabym stylu z Jagiellonią. Kibice spędzili na stadionie 2,5h przy przenikliwym mrozie. Jak podawał spiker, temperatura odczuwalna o godzinie 22 wyniosła -8 stopni, a z czasem było coraz zimniej. A mogło być tak pięknie...
Arka była osłabiona brakiem tylko (a może "aż") Andrzeja Bledzewskiego i Przemka Trytki. W Jagiellonii zabrakło aż 7 zawodników w porównaniu z ostatnim spotkaniem tego zespołu w Gdyni. W pierwszym składzie nie pojawili się m. in. Frankowski i Grosicki. No ale kiedy się już pojawili, to załatwili Jagiellonii awans.
Nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy. Arka przeważała. Arka prowadziła grę, posiadała piłkę, jednak nic z tego nie wynikało. Aktywny był Kowalski. Słabo grał natomiast Ława, którego podania nie w tempo i fatalne straty mocno irytowały kibiców. Goście pierwszy raz naszej bramce zagrozili dopiero w 32 minucie. Żółto-Czerwonym wyraźnie nie zależało na prowadzeniu szybkiej gry i zakończeniu meczu w regulaminowym czasie gry. A kibicom? Wręcz przeciwnie. Pogoda już dawno tak bardzo nie przeszkadzała w oglądaniu spotkania.
Po przerwie obraz gry wiele się nie zmienił. Gdynianie prowadzili grę, ale nie potrafili poważnie zagrozić bramce Gikiewicza. Z czasem nastąpiły zmiany. Pojawiły się dwie główne armaty Jagiellonii. Obrona Arki stawała się coraz bardziej zmęczona, a Frankowski i Grosicki groźne kontry, jak wiadomo, grać potrafią. W 76 minucie świetną sytuację do zdobycia gola zmarnował Ława. Lubenov wypuścił go podaniem w uliczkę, jednak Bartek nie potrafił wykorzystać sytuacji sam na sam. W 82 stała się rzecz niesamowita. Sędzia dopatrzył się faulu w polu karnym na zawodniku Arki. Powiedzmy sobie szczerze, że karny nie powinien się Arkowcom należeć, bo nawet jeżeli pociąganie za koszulkę Sakalijewa aż tak mu przeszkadzało, to i tak było to daleko od piłki. Do futbolówki ustawionej na 11 metrze podszedł Mrowiec. Wydawało się, że strzeli pewnie - tak jak robi to na treningach i zrobił w Kielcach. Nic z tego. Słaby strzał w środek odbił nogami Gikiewicz. Dobitka Mrowca z 3 metrów głową, nie wiadomo jakim cudem, także minęła bramkę. A kibicom było coraz zimniej... Warto odnotować jeszcze 3 sytuację. Grożny strzał Ławy, który niewiele minął słupek bramki Jagi, kapitalną interwencję Sieberta, który rzucił się pod nogi Grosickiemu oraz kontuzję... Karwana. Notabene, Bartek zagrał około 25 minut...
Już na początku dogrywki sędzia dopatrzył się kolejnego, rzekomego faulu w polu karnym. Tym razem ciągnięty za koszulkę przez Wilczyńskiego miał być Grosicki. Podszedł do piłki Frankowski i pokazał, jak należy jedenastki wykorzystywać. Pewnie wyczekał Witka i strzelił lekko i precyzyjnie. Od tego momentu w Gdyni 0:1. Arka starała się tę stratę odrobić, ale kolejny kontratak Jagiellonii był nieuchronny. Znów Grosicki. Tym razem karny uczciwy - faulował Kowalski. Znów Frankowski i 0:2. Do końca meczu już nic się nie wydarzyło. Arka przegrała w fatalnym stylu 0:2, chociaż trzeba przyznać, że sędziowanie pozostawiało wiele do życzenia
Nie straszny byłby kibicom chłód, jeżeli Żółto-Niebiescy mieliby awansować do 1/4 PP. Nawet po karnych. Niestety awansowali goście. W drużynie morale na pewno muszą być słabe. Oprócz tego wszyscy zawodnicy są dzisiaj strasznie poobijani, więc o pozytywny rezultat w Bełchatowie będzie niezwykle trudno. Miejmy nadzieję, że gorący doping sporej grupy Arkowców pomoże naszym kopaczom, a wczorajsze niepowodzenie odbiją sobie w lidze.