Legia Warszawa - Arka Gdynia 1:0 (0:0)
bramki: Iwański 50’ (k)
żółte kartki: Kumbev 91’ - Mrowiec 49’
Statystyki meczu:
Sytuacje – 15:5
Strzały - 15:7
Strzały celne - 5:0
Faule - 18:13
Dośrodkowania – 34:22
Posiadanie piłki – 54%:46%
Spalone – 10:3
Rzuty rożne – 4:2
Legia: Mucha, Rzeźniczak, Astiz, Kumbev, Kiełbowicz, Szałachowski (82’ Jarzębowski), Giza (77’ Borysiuk), Iwański, Rybus (46’ Smoliński), Grzelak, Mięciel
Arka: Bledzewski, Kowalski, Szmatiuk, Siebert, Płotka, Wilczyński (74’ Czoska), Mrowiec (62’ Sakaliev), Lubenov, Budziński, Ława, Labukas (86’ Burkhardt)
Spotkanie rozpoczęła Legia. Od razu wstrzeliła piłkę na naszą połowę. Ofensywny styl miał cechować Legię w tym spotkaniu. W 5 minucie Kiełbowicz wrzucił piłkę na głową Grzelaka, jednak ten jej nie sięgnął. W 7 minucie Ława i Wilczyński ładnie wymienili między sobą piłkę, jednak nie przyniosło to korzyści Arce. 2 minuty później mogliśmy zobaczyć pierwszą ładną akcję Żółto-Niebieskich w tym meczu. Ława zagrał prostopadle do Labukasa. Litwin dogonił piłkę przed linią i wślizgiem wystawił ją Wilczyńskiemu. Ten nie miał wiele miejsca, na dodatek trochę się zawahał i ostatecznie nie oddał strzału. Kiedy kończył się pierwszy kwadrans spotkania Mrowiec podał do Ławy i ruszył w pole karne. Bartek świetnie odegrał piętą, jednak sędzia uznał, że Adrian faulował Astiza. A szkoda, bo byłby sam na sam. 2 minuty później Wilczyński w ostatniej chwili zdjął piłkę Rybusowi z nosa wybijając ją na rzut rożny. Kilka chwil później Legia zagrała ładną akcję. Utrzymał się przy piłce Grzelak. Rybus odegrał do Kiełbowicza. Dośrodkowanie tego ostatniego było minimalnie za wysokie dla Mięciela. W 25 minucie kolejna ładna klepka gospodarzy. Iwański do Grzelaka. Ten ,podobnie jak na początku meczu Ława, odegrał futbolówkę piętą w tempo do Szałachowskiego. Legionista strzelił z linii pola karnego, ale na szczęście wybili to nasi obrońcy. Ten sam zawodnik mógł kilka minut po tej sytuacji zdobyć bramkę, jednak zamiast podawać strzelał z ostrego kąta i dobrze zachował się Bledzewski. W 35 minucie Arka miała rzut wolny na połowie Legii. Piłka wróciła do naszego kapitana, który fatalnie ją podał pod nogi Rybusa. Było bardzo niebezpiecznie. Iwański popisał się kapitalnym prostopadłym podaniem do Gizy. Były zawodnik „Pasów” był w naszym polu karnym sam i mógł zrobić z piłką dosłownie wszystko. Strzelił jednak wprost w Bledzewskiego. Kiedy kibice na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej jeszcze nie skończyli gwizdać, świetną kontrę przeprowadziła Arka. Labukas wymienił piłkę z Wilczyńskim. Ominął Muchę, jednak z ostrego kąta trafił tylko w boczną siatkę. Później kilka niecelnych strzałów z dystansu oddali odpowiednio Rzeźniczak, Iwański oraz Labukas. W 44 minucie Budziński wpadł w pole karne, ale futbolówkę zdołali wyłuskać mu spod nóg obrońcy Legii.
Pierwsza część spotkania była słaba. Zarówno Legia, jak i Arka miały po jednej stuprocentowej sytuacji, której jednak nie potrafili wykorzystać. Na pochwałę zasłużyli Budziński, i Wilczyński, którzy sporo biegali i starali się zdziałać coś z przodu, a także Mrowiec, który dobrze zabezpieczał tyły. No właśnie… Niektórych naszych zawodników za wiele chwalić nie można.
W 48 minucie sam na sam wychodził z Bledzewskim Szałachowski, jednak w ostatniej chwili niebezpieczeństwo oddalił Szmatiuk. Tylko na chwilę. Futbolówka powróciła w nasze pole karne. Konkretniej, znalazła się pod nogami Mięciela. Ten chciał się odwrócić, stojąc tyłem do naszej bramki, po czym upadł. Nadepnął na jego stopę Adrian Mrowiec. Po konsultacji ze swoim asystentem Mirosław Górecki podjął, wydaje się, słuszną decyzję. Wskazał na wapno. Pewnie rzut karny wykorzystał Iwański. Bledzewski wprawdzie rzucił się w dobrą stronę, jednak zrobił to zdecydowanie za nisko i przede wszystkim za późno. W 55 minucie kapitalnym rajdem popisał się Inaki Astiz. Piłka krążyła jak po sznurku. Astiz, Smoliński, Mięciel, Astiz i Szałachowski. Ten ostatni sam na sam i na szczęście niewiele się pomylił. Czas upływał, a Arka nadal nie potrafiła sobie stworzyć dogodnych sytuacji. W 61 minucie ładnie przedarł się prawym skrzydłem Kowalski, jednak zamiast wykładać piłkę, on zagrał ją wzdłuż linii i Lubenov już nic nie mógł w tej sytuacji zrobić. Arka jedyne zagrożenie pod bramką Legii stwarzała tylko po niektórych rzutach wolnych. W 73 piłkę spod nóg Grzelaka wybił Siebert. Gdyby tego nie zrobił pewnie byłoby już 2:0. 2 minuty później Sakaliev powinien popędzić pod bramkę Muchy, jednak on zupełnie niepotrzebnie poczekał na Kumbeva, który odebrał mu piłke. W 78 minucie znów pod naszą bramkę zapędził się Astiz. Uderzył ekwilibrystycznie, takimi półnożycami, jednak na posterunku po raz kolejny był Bledzewski. Chwilę później Grzelak miał piłkę przy nodze i znów powinno być 2:0. Zwlekał jednak napastnik wojskowych z oddaniem strzału i w konsekwencji Legia straciła piłkę. Pod koniec spotkania strzelali jeszcze Iwański i ponownie Grzelak, jednak i to nie przyniosło gospodarzom drugiej bramki.
Legia wygrała u siebie zasłużenie. Można spierać się o słuszność podyktowania rzutu karnego dla gospodarzy, jednak wyniku meczu i tak to nie zmieni. Gdyby Labukas wykorzystał swoją szansę, ten mecz mógł się potoczyć zupełnie inaczej. Tak się jednak nie stało i w ostatnim meczu rundy jesiennej, Arka poległa w Warszawie 0:1.